Najaktywniejsi klubowicze

Nazwa użytkownika Posty
Waldek 188
Dorota 129
szczescie_100 57
Monika 51
Wera 44

Polecane strony


Co pomogło mi w walce z szumami

Dolegliwości ze słuchem dopadły mnie niespodziewanie na początku 2008 r. Czy to był efekt petard noworocznych, zaziębienia spowodowanego przez stanie na balkonie u znajomych i obserwowanie powitania Nowego Roku, a może wynik słuchania głównie lewym uchem telefonu komórkowego, trudno mi w tej chwili powiedzieć.

Faktem jest, że nagle w moim życiu zaczęło być dokuczliwie inaczej: słyszałem w uszach i głowie piski i różne dziwne dźwięki. Dla mnie to był koszmar, bo jestem słuchowcem, więc ani nie mogłem się skupić w ciągu dnia, ani zasnąć nocą, bo do zaśnięcia potrzebuję ciszy i spokoju. Co tu dużo mówić:
Szlachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.
... że zacytuję słowa fraszki Jana Kochanowskiego.
 

Takie trudne sytuacje - jak szumy - pokazują, kim naprawdę jesteś. Bo masz 2 wyjścia: albo stajesz się ofiarą i poddajesz się trudnościom, albo stawiasz im czoła. Ja wybrałem to drugie. Od początku byłem przekonany, że moja dolegliwość to złośliwy przypadek losowy. Tym bardziej, że ja zawsze dbałem o słuch. Praktycznie w każdym przypadku, gdy był nadmierny hałas, stosowałem słuchawki ochronne lub zatyczki do uszu. Poza tym dbam o ogólny stan zdrowia.

Jeśli Twoje zachowania były podobne, to z pewnością trudno obarczyć Cię winą za szumy uszne. Wtedy to jest typowy czynnik zewnętrzny, na który nie masz wpływu. Za to uważam, że masz ogromny wpływ na to, jak chcesz się z nimi zmierzyć i je pokonać.

Prawdopodobnie nie zdajesz sobie sprawy, jak dużo zależy od Twojego podejścia do życia, czyli od tego, czy łatwo się poddajesz, czy też pojawiające się trudności tylko Cię dodatkowo hartują. Oczywiście taka Twoja postawa życiowa, czyli sposób myślenia o sobie i otoczeniu, jest trudną sztuką. Niemniej warto jej się przy każdej okazji uczyć.

Początkowo wykazałem się dużą naiwnością i byłem przekonany, że szumy samoistnie ustąpią. Jak się domyślasz, nic takiego nie nastąpiło. Po informacjach w Internecie zrozumiałem, że sprawa jest poważna i sam się nie wyleczę, ani nie zrobi tego lekarz pierwszego kontaktu. Nie kombinowałem więc i od razu poszedłem do niego z nastawieniem uzyskania skierowania do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, tego przy byłej hucie Warszawa, bo z omianek miałem najbliżej. Wiedziałem, że to jest bardzo dobry ośrodek, bo pan prof. Henryk Skarżyński zgromadził odpowiednią kadrę medyczną i aparaturę diagnostyczną.

Pierwszą spotkaną w Instytucie pacjentką była młoda dziewczyna z szumami. Została tu siłą zaciągnięta przez swoją babcię. Kasia, bo tak ona ma na imię, w przeciwieństwie do mnie pętała się po różnych lekarzach od wielu miesięcy. W końcu od ostatniego laryngologa za namową babci zażądała skierowania do Instytutu. Dostała je, ale ze słowami: "I tak Ci tam nie pomogą!". Gdy to usłyszałem, coś się we mnie zagotowało.

Pamiętasz taki czeski serial "Szpital na peryferiach"? W jednym z odcinków dr Strosmajer użył sformułowania: "Gdyby głupota umiała się unosić, latałaby pani jak gołębica". Osobiście chętnie użyłbym tych słów do lekarza Kasi. Utrzymuję z nią nadal kontakt za pośrednictwem Facebooka i chociaż wiem, że ze słuchem jest u niej coraz lepiej, to jednak wciąż w jej głowie siedzi przekonanie, że już zawsze będzie chora.

Moja rodzina chyba nie do końca rozumiała powagę sytuacji. Fakt, to trochę dziwnie wygląda, gdy ktoś wciąż słyszy różne dźwięki, których inni nie słyszą, a nocami słucha muzyki, żeby spać, gdy nigdy wcześniej tego nie robił. Jeśli też masz coś takiego, lepiej uznaj, że to standardowe zachowanie otoczenia. Tak naprawdę najlepiej rozumieją Cię ludzie, których też to spotkało, np. członkowie Klubu Tinnitus.

Jeśli chodzi o mnie, nigdy się nie pogodziłem z chorobą. Te szumy były dla mnie tak dokuczliwe, że byłem gotów zrobić wszystko, aby się ich pozbyć. Tym bardziej, że badania w Instytucie potwierdziły, że nie jest ze mną dobrze.

Trafiłem do pani dr Iwony Niedziałek. Ona pokazała mi na planszach, jak skomplikowany jest narząd słuchu. I taki musi być, bo przecież ma on za zadanie odbierać fale dźwiękowe przekształcać je w drgania mechaniczne, a te z kolei w impulsy nerwowe - że o zachowaniu równowagi całego organizmu nie wspomnę. Z tego, co zrozumiałem panią doktor, u mnie wysiadły rzęski. Tam tkwiło źródło choroby, a szumy były jej objawem.

Tak na marginesie, jestem inżynierem od instalacji chemicznych i trochę ich w swoim życiu widziałem i projektowałem, ale to były - nie boję się tego powiedzieć - prymitywne konstrukcje w stosunku do budowy narządu słuchu.

Podszedłem do zagadnienia swojej choroby w sposób typowo techniczny. Skoro układ słuchowy jest tak skomplikowany, to z logicznego punktu widzenia miała prawo przytrafić się awaria. Ot, zdarzyła się usterka, którą przecież da się naprawić! Właśnie, miałem takie wewnętrzne przekonanie: "Moje uszy da się naprawić z pomocą fachowców!".

Ani przez moment nie przestałem wierzyć, że wyzdrowieję. Byłem przekonany, że to tylko kwestia czasu, kiedy szumy zostaną pokonane. Na szczęście bardzo dobrze znosiłem przepisane leki. I rzeczywiście po kilku miesiącach dolegliwość ustała.

Po drodze rozmawiałem też z panią psycholog Eweliną Latkowską. Właściwie była to taka luźna wymiana zdań, jak ważną kwestią jest nastawienie do choroby. Ja wsparcia psychologicznego nie potrzebowałem. Ale zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób pomoc taka jest niezbędna. Dodam też, że byłem tym dobrym duchem korytarzowym, bo niosłem nadzieję, że można wyzdrowieć. Taki jest przecież mój przypadek.

Powiedzmy sobie szczerze, nie każdy jest tak twardy wobec szumów czy innych przeciwieństw jak ja. Ja się tego nauczyłem, bo akurat życie się ze mną nie cackało. Sprawdź i Ty, czy dasz radę przestać się nad sobą litować.

Nie wiem, na jakim jesteś etapie zmagań ze swoimi szumami. Zachęcam Cię jednak do tego, aby wierzyć w pełne wyzdrowienie. Miej wciąż nadzieję, że tak się stanie, bo dopóki jest wiara i nadzieja, fakty przestają się liczyć. Ja wywalczyłem swoje zwycięstwo nad szumami! Ono nie przyszło samo.

Na koniec dodam, że czuję się teraz tak świetnie, że przegapiłem tegoroczny termin badań kontrolnych. Zorientowałem się w czerwcu, że miałem być w Instytucie w kwietniu. To chyba najlepiej świadczy, jaki jest mój obecny stan zdrowia i też takiego Ci życzę.

Jerzy Kostowski
www.jerzykostowski.pl

 


Zaloguj

Nazwa użytkownika:


Hasło:


zapamiętaj mnie
ukryj


Obecni na stronie

Ogółem:5

Zarejstrowanych:0
Ukrytych:0
Gości:5

Najwięcej użytkowników online (76) było N, 31 maja 2020, 02:25

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zalogowanych użytkowników

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Klubowicze


Kalendarz

<< Wrzesień 2020 >>
N Pn Wt Śr Cz Pt So
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Nikt nie ma dziś urodzin

cron