Najaktywniejsi klubowicze

Nazwa użytkownika Posty
Waldek 188
Dorota 129
szczescie_100 57
Monika 51
Wera 44

Polecane strony


Szumy uszne a bieganie

Bardzo dziwna jest ta nasza choroba. Bo niby na zewnątrz nic nie widać, a jednak ten nieustający łomot w głowie powoduje duże spustoszenie w zdrowiu. Nie ma też sposobu żeby ją zmierzyć jak np. glukozę, ciśnienie czy temperaturę ciała. Nie ma też – jak wszyscy wiemy – „proszku” na nią. Medycyna proponuje nam wsparcie psychiczne. Ostatnio dużo się mówi o „wyćwiczeniu mózgu”, czyli naszych zmysłów – metoda neurofeedbac”. A ja proponuję wsparcie fizyczne – „wyćwiczenie ciałem”.

Zanim powiem o moim „sposobie” na szumy, kilka słów o mnie. Nie jestem sportowcem. Pracowałem w lotnictwie. Badałem samoloty. Było to zawsze związane z hałasem. Szumy uszne odczuwam od „niepamiętnych czasów”. Pamiętam, że już w 1989 roku po pogrzebie brata rozmawiałem z bratową (lekarka) i wspomniałem o szumach – odpowiedziała „Geniu to jest nieuleczalne”.

Ale już wtedy zacząłem odruchowo stosować terapię, którą uzmysłowiono mi w Kajetanach. Tzn. nie wsłuchiwałem się w nie (szumy). Żyłem bardzo intensywnie. Bardzo dużo pracowałem. Rano leciałem samolotem do Mielca, a wieczorem (późnym) wracałem. I tak przez wiele lat.

Nie miałem czasu na wsłuchiwanie się w „głupie” szumy. Z czasem doszedł niedosłuch i zawroty głowy.

Ten intensywny styl życia 9 lat temu przeniosłem na emeryturę, tzn. zacząłem biegać. Była to cudowna decyzja w moim życiu, bo dopiero w bieganiu znalazłem prawdziwe ukojenie. Bo w bieganiu chodzi o to, by się cieszyć każdym krokiem. A ta radość bierze się z tego m.innymi, że organizm „wpuszczony w obroty” 160 uderzeń na minutę oddala od siebie wszystkie usterki zdrowotne. Bo moje szumy uszne owszem są (nie wierzę w jakieś ich wyleczenie) ale oddalają się.

Mój organizm zostaje zmuszony przeze mnie do zajęcia się czymś innym. Może pozwolę sobie wymienić elementy organizmu, które według mojego odczucia pobudzam, daję im inne ciekawsze zajęcie, a nie słuchanie „głupich” szumów.

  1. Układ krążenia krwi – czasem doprowadzam tętno nawet do 160 uderzeń na minutę. Przez szybkie krążenie „przeczyszczam” sobie żyły, mam mniejszy cholesterol.
  2. Układ oddechowy – oczyszczam płuca, głębszy oddech. Mówiliśmy na terapii o głębokim oddechu, ja to robię. Dotleniam mózg.
  3. Układ trawienny – jelito grube, cienkie, żołądek. Jak powiedział mój kolega „Genio, kiszki ci się masują”.
  4. Układ moczowy – przepycham piasek z nerek, straszę prostatę żeby nie rosła. Mój urolog bardzo to zaleca.
  5. Mięśnie nóg (głównie) - po prostu wzmacniam.
  6. Kości – ubijam tkankę. Ortopeda powiedział, że nie będę miał osteoporozy.
  7. Mam cukrzycę typu 2 (stresy zawodowe) – jest to też metoda „walki” z nią.

Ale wydaje mi się, że najbardziej działam na psychikę. W czasie biegu wydzielają się endorfiny – hormony szczęścia. Działają - jak mówią znawcy tematu – dwie godziny po biegu.

Na mecie człowiek chce przytulić cały świat, wszystkich ludzi. Biegacz jest po prostu człowiekiem szczęśliwym. Biegacz kocha ludzi. Biegacz do wszystkich uśmiecha się. Nie bez znaczenia jest to, że bieganie odbywa się na łonie natury – w lesie, na polu, na łące. A więc nie w zamkniętym pomieszczeniu, gdzie często aż gęsto od różnych zarazków.

Poza tym biegając na łonie natury mamy możliwość podziwiania jej piękna, a odczuwanie cudu natury wspaniale wycisza nasze emocje. I przecież o to chodzi.

Już w starożytności wiedziano, że ruch i świeże powietrze to podstawa zdrowia.

Fajne też jest zmęczenie pobiegowe. Wszystkie mięśnie bolą. Dziwne, bo bolą nawet mięśnie barkowe. Człowiek macha po prostu rękami tyle czasu (np. półmaraton). Albo tzw. zakwasy i walka z nimi np. przez stosowanie maści rozgrzewających.

No i sami widzicie, że w tym wszystkim nie ma miejsca na wsłuchiwanie się w „ głupie” szumy uszne.

Sądzę, że mój sposób „walki” z chorobą szumów usznych jest bardzo skuteczny. Jak już powiedziałem, szumy mam od niepamiętnych czasów, a jeszcze nie zwariowałem (to żart). A tak na marginesie, ruchem pokonuję wiele „usterek” zdrowotnych w moim organizmie.

Christopher McDougall w „Urodzeni biegacze” pisze, że nie dlatego przestajemy biegać bo się starzejemy, lecz starzejemy się bo przestajemy biegać. Nic nie wspomniałem o niezwykle wspaniałych przeżyciach związanych z udziałem w biegach masowych. Tej cudownej jedności (czasem tysięcy ludzi) nie można porównać z niczym.

Ale to jest już wyższa szkoła jazdy. Artykuł ma zachęcić do biegania rekreacyjnego.

POLECAM!!!

Eugeniusz Moszkowicz (Iryda)

Zaloguj

Nazwa użytkownika:


Hasło:


zapamiętaj mnie
ukryj


Obecni na stronie

Ogółem:5

Zarejstrowanych:0
Ukrytych:0
Gości:5

Najwięcej użytkowników online (76) było N, 31 maja 2020, 02:25

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zalogowanych użytkowników

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Klubowicze


Kalendarz

<< Wrzesień 2020 >>
N Pn Wt Śr Cz Pt So
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Nikt nie ma dziś urodzin

cron