Najaktywniejsi klubowicze

Nazwa użytkownika Posty
Waldek 188
Dorota 129
szczescie_100 57
Monika 51
Wera 44

Polecane strony


Zaszumiało mi...

Rdzeniem poniższego tekstu jest mój wpis, który zamieściłem na dawno, dawno temu- na początku klubowego forum. Czy jest aktualny? W zdecydowanej większości tak. Ponieważ jest zamieszczony w taki m a nie innym wydawnictwie, śmiem twierdzić, że znacząca część czytelników jest już "nosicielami tinnitusa" Człowiek uczy się na błędach. Najlepiej jednak jest, jeżeli są to błędy... cudze.

Mam szczerą nadzieję, że po przeczytaniu tych słów, przynajmniej część z Was nie będzie traciła czasu i energii na podążanie drogą, którą ja sam przeszedłem.
Wszystko może zdarzyć się w piękny, pogodny poranek. Budzimy się i słyszymy szum. Jeżeli obok nas leży śpiąca jeszcze partnerka z błogim wyrazem twarzy, a obok łóżka stoi butelka po szampanie i poprzewracane kieliszki, wszystko jest w najlepszym porządku. Szum minie po ... porannej porcji czułości, prysznicu i śniadaniu;) Jeżeli jednak obudziliśmy się w wyniku stresu dręczącego nas w pracy od kilku miesięcy, a zamiast szampana przed zaśnięciem braliśmy koleją porcję antybiotyków lub aspiryny, szum może nie minąć aż tak szybko Oczywiście wszystko to tylko przykłady. Polecam jednak zapoznanie się z pełną listą czynników zwiększających ryzyko. Stres, hałas, lekarstwa, przebyte operacje, dieta, nadciśnienie... Warto znać, by wiedzieć czego unikać, przynajmniej w miarę możliwości.
Wróćmy jednak do naszego poranka. Pierwszą reakcją jest wyłączenie absolutnie wszystkiego, co może wydawać jakikolwiek dźwięk. Kolejne ..., pytanie kogoś z najbliższych: czy ty też to słyszysz? I teraz najważniejsze: nie wpadać w panikę! Znam mnóstwo osób z szumem usznym. Poznałem dokładnie ich historie. I u nikogo z nich szum nie był przyczyną ani skutkiem bezpośredniego zagrożenia życia! Jeżeli od samego początku dorobimy sobie do słyszanego dźwięku odpowiednio groźną teorię, a do tego poprzemy ją licznymi przykładami z Internetu, późniejszy powrót do "normalności" zajmie nam dużo więcej czasu.

Teraz konkrety. Wszystkie działania, którym się poddałem do czasu postawienia poprawnej diagnozy i rozpoczęcia właściwej terapii trwały kilka miesięcy. Lubię uważać się za osobę uporządkowaną, dlatego też zerkam teraz do odpowiedniego segregatora. Mam dokument na wszystko;) Ja niestety na początku wpadłem w panikę. Dlatego też pierwszy kontakt z medykami miałem na ostrym dyżurze jednego z warszawskich szpitali. Po sześciu nieprzespanych dobach i wsłuchiwaniu się w nowy dźwięk, zaaplikowano mi Ketonal. Widocznie porcja była skromna, bo następnego dnia znowu tam byłem. Tym razem już nie oszczędzano. Po "końskiej dawce" zasnąłem na szpitalnej pryczy ... Następnego dnia obudziłem się z koszmarnym bólem głowy i pokaźnym plikiem skierowań. Część badań robiłem na NFZ- w końcu na coś mi potrącają te składki. Część prywatnie- terminy były tak odległe, że nie wiedziałem czy dożyję, a zwłok raczej nie badają;) Morfologia w większości OK. Z wyjątkiem cholesterolu (ach, te firmowe kolacje). Neurolog fajnie pukał młoteczkiem w kolana. Może nie uwierzycie, ale noga sama podskakuje. Pobawił się mną, pobawił, ale niczego nie znalazł. Zapisał mi więc tabletki (Asentra). W niczym nie pomogły, ale też i nie zaszkodziły. Nie do końca mu uwierzyłem, więc szukałem kolejnego. W międzyczasie dostałem ciśnieniomierz. Super! Japoński. Jak się człowiek koncentruje na coraz głośniejszym szumie i jednocześnie patrzy na rosnące tętno i ciśnienie, może dojść do niezłych rezultatów. Tylko serce może tego nie wytrzymać. Nie będę się chwalił swoim wynikiem, bo przeczyta to kardiolog i dostanie zawału;) Mojemu sercu pomogły regularne kontakty ze sportem. Polecam. Basen, bieganie, rower. Każdy znajdzie coś odpowiedniego do wieku i zainteresowań. Ja biegałem szukając pomocy. Akupunktura? Fajna sprawa. Ale kolczyki w uszach, nawet mało widoczne, do męskich nie należą. Kobiety mają łatwiej. Natomiast leżenie na "łożu fakira" pomaga w szybkim pozbywaniu się  ... pieniędzy. Szkoda tylko, że nie zrobiłem sobie fotki. Mógłbym się teraz chwalić w pubie przy piwie, gdybym pił takowe. Z trzech przyjemności " na p" ze znanego kawału, dwie pierwsze przy szumach usznych są niewskazane. Byłem też u speca od patrzenia w oczy. Nawet gdyby był kobietą w moim typie i rozbierał się na zajęcia, to i tak byłby za drogi. Do tego widocznie za często mrugałem powiekami uniemożliwiając diagnozę. Czy to moja wina, że jak nie mrugam to mi oczy łzawią? W międzyczasie znalazłem nowego neurologa. Popatrzył na moją historię i koniecznie chciał przebić poprzednika. Muszę mu przyznać, że udało się to w 100%! Jak to mówi dzisiejsza młodzież: poszedł gość po bandzie! Drobnej postury nie jestem, ale porcja była dokładnie wyliczona. Tabletka i szklanka wody. Sen przychodził nagle, jak przeznaczenie sapera;). Ale po przebudzeniu szumiało nadal ... Wizyta u laryngologa zakończyła się wypisaniem recepty i skierowaniem. Betaserc brałem po niej jeszcze długo, bo przeczytałem na ulotce, że szybkiej poprawy nie będzie. U mnie ta, nawet najbardziej powolna, też nie wystąpiła. Skierowanie było na operację przegrody nosowej. Tak na wszelki wypadek zrobiłem jeszcze badanie przepływu powietrza przez nos. Po wynikach zdania były podzielone, ale ja parłem do celu, a NFZ płacił. Zabieg zrobili tak szybko, że pamiętam tylko korytarz z kobietami w ciąży. Po sąsiedzku była porodówka. Ale "szybko" nie znaczy "dobrze". Wtedy jeszcze tego nie wiedziałem, ale czekały mnie jeszcze dwie poprawki. Podobno już nie chrapię. Tylko sam nie mogę tego potwierdzić, bo śpię w tym czasie;) Potem było badanie tętnic szyjnych. Nawet nie wiem, kto mi je zlecił Ale wynik mam, więc raczej nie zmyślam. Ta sama osoba popatrzyła na wydruk. Fajny wykres: jak dwie proce. Lekarz siedział nad nim z 15 minut i powiedział, że od tego nie umrę. Do dzisiaj się sprawdza. O, znalazłem jeszcze wyniki badań radiologicznych. Normalny RTG klatki piersiowej, drugi: kręgosłupa szyjnego i trzeci: zatok przynosowych. Od razu widać, że klatkę mam większą od reszty. Ale za to zatoki mam "hipoplastyczne". Dobrze, że nikt mi nie powiedział co to znaczy, bo może zaczęłoby mi to przeszkadzać ;) Poza tym trzeba na te fotki patrzeć pod światło, bo inaczej mało co widać. Jak nazbieram takich więcej, to kupię urządzenie do ich podtrzymywania i podświetlania. Dr Hous czasami z tego korzysta. Ale i u niego coraz więcej komputerów. Czego to Chińczycy nie zrobią Wiecie jak to jest w trumnie? Ja już wiem. Wskazówką powinno być pytanie z ankiety przed badaniem. Czy mam klaustrofobię? Pomyślałem sobie tak: małe pomieszczenie to np. winda. W windzie czuję się dobrze. No chyba, że współpasażer się nie umyje. Dobrze, że w komorze rezonansu magnetycznego było tak ciasno, że nie mogłem zwiać. Natomiast tomografia komputerowa to już zupełnie inna bajka. Płacisz, wjeżdżasz, wyjeżdżasz. Cicho i sterylnie. Oba badania niczego w mojej głowie nie znalazły.

Od tego wszystkiego podobno zrobiłem się nerwowy. Ale jak tu się nie denerwować? Pacjent chce na coś umrzeć, a wyniki raczej w porządku. Żona zapytała: a może psycholog? Czego się nie robi dla Ukochanej. Pan jest podobno znakomitym specjalistą Szkoda tylko, że nie poznał się na moim przypadku. Przez długi czas dopytywał się, czy przez szum nie słyszę wewnętrznego głosu? Głos ów miał mi podpowiadać, abym komuś zrobił coś złego. Zgroza, ale nie do końca. Przez jakiś czas tak miałem. Stało się to po tym jak jakiś "intelygent" wymyślił bus-pas na warszawskiej Trasie Lazienkowskiej. Dyrektor "od dróg" był wcześniej kolejarzem, więc skąd może wiedzieć, że samochody się wyprzedzają. Pewnie ma też służbowy apartament 50 metrów od biura. Może do niego zabierać sekretarkę w porze obiadu Ale ponieważ "mój głos" mówił o nim dużo łagodniej niż pozostali kierowcy, lekceważyłem to.

Gdzieś tak po środku moich przygód wybłagałem skierowanie do Instytutu. Co prawda spodziewałem się cudownej operacji. Coś utną, coś pokleją i po sprawie. Badania i zalecenia tak bardzo odbiegały od moich oczekiwań 
Z ludźmi jest podobnie jak z ... samochodami. Najpierw oddajemy brykę do pana Jasia z sąsiedztwa. Przy swojej cały czas coś grzebie i nadal jeździ. Widocznie się facet zna;) Dopiero jak zepsuje coś nowego, szukamy kolejnych fachowców. A koszty rosną i czas leci. Człowiek jest też bardziej skomplikowany od samochodu. Proste złamanie nogi leczy się dużo dłużej od prostego złamania zderzaka. I nawet szyna CAN ( fachowcy wiedzą, cóż to jest) nie umywa się do słuchu, czy układu nerwowego. Warto więc, aby od razu trafić pod właściwy adres.

Mój "ciąg dalszy" trwający już lat kilka jest wynikiem wielotorowych działań Instytutu. Składają się na nie wizyty kontrolne monitorujące stan pacjenta wraz z odpowiednimi na danym etapie badaniami specjalistycznymi.
Drugim, ale w mojej ocenie równie ważnym kanałem oddziaływań są pobyty (oby w liczbie mnogiej) w ośrodku w Lebie. Nie chcę tutaj opisywać szczegółów- zainteresowani znajdą odpowiednią zakładkę na tinnitusowyn forum.
Raz do roku organizowane są też konferencje. W ich trakcie uczestnicy dowiadują się miedzy innymi o nowościach w diagnostyce i terapii szumów usznych. Jest to też doskonałe miejsce do wymiany własnych doświadczeń i zadania pytań najlepszym specjalistom. Poddanie się powyższemu, wraz z niezbędnym w większości sfer życia pozytywnym nastawieniem, powoduje, że można patrzeć w przyszłość z optymizmem.
Czego Państwu i sobie życzę.


RaV

Zaloguj

Nazwa użytkownika:


Hasło:


zapamiętaj mnie
ukryj


Obecni na stronie

Ogółem:4

Zarejstrowanych:0
Ukrytych:0
Gości:4

Najwięcej użytkowników online (76) było N, 31 maja 2020, 02:25

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zalogowanych użytkowników

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Klubowicze


Kalendarz

<< Wrzesień 2020 >>
N Pn Wt Śr Cz Pt So
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30

Nikt nie ma dziś urodzin

cron